wtorek, 24 stycznia 2017

Bye bye Kluseczko!

  O potrzebie blogowych zmian słyszałam wielokrotnie, lecz nigdy nie chciałam się w to bawić. Interesowało mnie jedynie pisanie, natomiast wszystko inne określałam jako dodatek do blogowania. Tymczasem od ponad roku czułam się źle w tej wirtualnej skórze i w końcu doszło do mej skołatanej łepetyny, że pragnę czegoś innego. Od kilku miesięcy na blogu poruszam sprawy związane z Włochami i właśnie tą drogą chciałabym pójść. A że nazwa Kluseczka.po.włosku nie dla każdego była jasna i nieco kolidowała z aktualnym duchem blogu, zdecydowałam się wymienić ją na lepszy model. Tak powstała Ratunku, Italia!, która doskonale oddaje moje skomplikowane uczucia do tego kraju. Jest na tyle ironiczna, by nie traktować jej poważnie i na tyle czuła, by ją polubić. Mam nadzieję, że i Wy się do niej przekonacie.

  Trochę potrwa, zanim blog przejdzie na nową domenę, a odświeżeniem logo zajmuje się mój mąż. Fanpejdż już nazywa się Ratunku, Italia, ponieważ facebook błyskawicznie zaakceptował wniosek dotyczący zmiany (choć nie mogłam dodać wykrzyknika na końcu). Byłam przekonana, iż na decyzję będę czekać tygodniami, a tu proszę, nie zdążyłam zachrapnąć i Kluseczka.po.włosku na dobre znikła z fejsowego horyzontu. Wiem, że takie rzeczy na ogół są ryzykowne i powodują stały eksodus czytelników, ale musiałam się odważyć. Gdyby nie konieczność odkrywania Italii, niewątpliwie wczoraj zakończyłabym blogowanie. Opowiadanie o rozterkach macierzyństwa przestało mnie bawić, poza tym mój blog tylko na początku był stricte parentingowy. Emigracja zawsze odgrywała dużą rolę w moich wpisach, a życie we Włoszech nakreślałam bez zbędnej egzaltacji. I tak będzie nadal- bez ściemy i lukru, za to zgodnie z prawdą (czasami nawet brutalną). Lubię wyzwania, a pokazanie Italii z nieznanej szerszej publiczności perspektywy to dla mnie próba sił. Jak mantra powtarzałam, że nie mam żadnych blogowych ambicji, bo rzeczywiście ich nie miałam, jednak to również uległo zmianie. Nie można stać w miejscu i rdzewieć, gdyż to w niczym nie pomaga.

  Chcę się rozwijać i coś osiągnąć, jakkolwiek pysznie to brzmi. Nie zapomniałam o opowiadaniach i najpewniej raz na ruski rok opublikuję jakieś pierdoły, lecz wpisy o rodzicielstwie nie będą już motywem przewodnim blogu. Nie zamierzam więcej pisać o Gai i Sarze, chyba że w kontekście żartobliwych anegdotek. Nie mam ochoty lać przysłowiowej wody, więc kiedy nie będę miała nic do powiedzenia, po prostu zamilknę, zamiast tworzyć wpisy na siłę. To niewiele, a jednak dużo i takie właśnie przyświecają mi cele na nadchodzące miesiące. Blogów o Włoszech jest co niemara i każdy z nich ma coś do zaoferowania, a moim planem jest być ich równorzędną wirtualną partnerką. Italia inspiruje mnie niezmienne i liczę, że wątków z nią związanych mi nie zabraknie. Opisywanie sytuacji społecznej współczesnych Włoch nie jest łatwym zadaniem, niemniej postaram się Was nie zawieść i nie przynudzać. To jak, zostaniecie ze mną? Będę zaszczycona!

  A już na sam koniec, chociaż powinnam była zrobić to na początku, składam podziękowania wspaniałym i niezastąpionym dziewczynom z Klubu Polki Na Obczyźnie, ze szczególnym uwzględnieniem Ani z blogu Random Travel Stories, która jest pomysładowczynią nazwy Ratunku, Italia! (serdecznie zapraszam do polubienia jej strony i zapoznania się z blogiem Ani, bo naprawdę warto). Polki na Obczyźnie zrobiły prawdziwą burzę mózgów i zasypały mnie propozycjami, za co uwielbiam je jeszcze bardziej. Wszystkie terminy były ciekawe i miały w sobie to "coś", ale Ratunku, Italia! zauroczył mnie od pierwszej chwili. Jeśli zaś nazwa komuś się nie spodoba, to polecam wziąć koło ratunkowe i w dalszym ciągu nazywać blog Kluseczką. Wcale się nie obrażę. A tymczasem, do napisania!



zdjęcie- Crecita-Personale.it